Żyję! Długo mnie nie było, bo taki lekki kryzysik przechodziłem.
Nawet się nie zorientowałem a tu Święta idą! Te, które mniej lubię. Marzenia o wolnym w triduum pozostaną marzeniami, więc sprzątactwo i krzątactwo zostanie mi na ostatnią chwilę. Żebym tylko się znów nie załatwił tak jak w zeszłym roku ... Sprzątając sumiennie mieszkanko w Wielką Sobotę, zdecydowałem, że zaukupy żywnościowe poczynię wieczorem. Tylko wieczorem wszystkie sklepy były już zamknięte na siedem spustów. Zostałem więc z serkiem wiejskim na całe święta i sporym zapasem domestosa, o wątpliwym znaczeniu kulinarnym (acz byli nawet i tacy w mojej skromnej praktyce lekarskiej, co i tego próbowali).
Na szczęście nie z powodu mej niekończącej się i tajemniczej choroby, ale gdy zobaczyłem Naszego Wielmożnego Prezydenta-boję się napisać inaczej, bo ABW zapuka do mych drzwi, a jak ja tak w chorobie na takie zimno na zewnątrz wyjdę? Przecież i tak mnie nie zwolnią z aresztu przed 3 miesiącami, bo nikomu śmiercią nie groziłem!
Więc wracając do rzeczy. Ujrzałem Prezydenta-Specjalistę Ekonomistę, Znawcę Niuansów Gospodarki i Innych Tego Typu Podobnych Spraw jak głosi orędzie na Uniwersytecie Ekonomicznym.
A droga z Uniwersytetu Ekonomicznego niedaleka do któregoś z Uniwersytetów Medycznych, gdzie niebawem będzie opowiadał, mając przy boku prezydencką Anielicę, jak według niego powinno się leczyć hiperkaliemię? No, co? Hiperkaliemia to też problem społeczny!
A ponieważ każda choroba wydaje mi się być tą ostatnią (wiadomo o co chodzi), więc w majaczeniu gorączkowym powtarzam sobie, że jak ocaleję, będę już na zawsze dobry …
Ale przecież majacząc mam prawo nie wiedzieć co mówię!?
Bo nastały takie czasy, że jak ktoś ma prawie 90 lat i niespodziewanie zachce się mu umrzeć, to trzeba mu rurę do tchawicy włożyć i 15 ampułek adrenaliny podać i masować 40 minut i żebra połamać i się cieszyć i oklasków oczekiwać, że się go dowiozło z tętnem do szpitala. Przynajmniej sobie poćwiczyli ALS …
Szkoda, że na studiach w ramach rozlicznych humanistycznych przedmiotów nie podejmuje się rozmowy na takie tematy. No tak, embriony ważniejsze, przecież każdy lekarz trzyma sobie ich kilka w domowej lodówce!
Google prawdę Ci powie. Idziesz na randkę? Sprawdź personalia swojego wybranka/wybranki w … Google. A gdy chcesz zobaczyć zdjęcie, przeszukaj Naszą Klasę – naszoklasizm, no dobra, żeby się źle nie kojarzyło naszo_klasing®.
Był książę (zwany powszechnie księdzem) po kolędzie. Nie! Nie u mnie, bo jak na moje piętro wychodzi i zbliża się do moich drzwi to go przeokrutnie piecze i swędzi całe ciało, więc do mnie już nawet nie puka. Wysyła co prawda te pokraczne dzieci. No, jak im tam było …? Ale te też lęk przestarszny mają i tylko raz dzwoneczkiem zadzwonią i już ich nie ma. Więc książę był u rodziny, a ja się napatoczyłem przez przypadek i w obrządku musiałem wziąć udział. Ale był ten książę wyjątkowo niekumaty. Dyskutować mu się nie chciało, tylko chapną kopertunię i już go nie było.
Bo to wszystko jest jak ze Świętym Mikołajem. Na początku człowiek wierzy, że ten książę jest naprawdę święty, taki natchniony, rozumny i mądry. A potem czar pryska i okazuje się, że chodzi tylko o prezenty, które w tym przypadku nie on nam sprawia, ale my jemu.
Kot chory… Niewiadomo co mu jest. Nie ulega jednak wątpliwości, że coś mu jest, w co niektórzy nie chcą uwierzyć. Ale kto zna lepiej mojego kota, niż ja sam!? Wczoraj nie wytrzymałem nerwowo i „poszliśmy” do weterynarza. Oczywiście wnioski po badaniu, były takie same jak po moim badaniu: „nie wiadomo, ale chyba coś”. Wrrr.
Ze spraw poza kocich: praca-dom-nauka-praca-itd. Mało czasu na cokolwiek. Acz, w ramach programu rozwoju zakupiłem liczne garczki, w których to zamierzam w sposób szybki, ale wysublimowany przygotowywać przeróżne potrawy.
Jak pogoda, którą widać za oknem utrzyma się przez najbliższe dni, to też nie wytrzymam nerwowo i … normalnie pójdę się zadzierzgnąć, może wtedy minister ds. gospodarki wodą, lodem i pogodą poda się też do dymisji?
I w zasadzie było jak zwykle… Gdy pojawiły się pierwsze łzy, przyśpieszyłem procedurę życzeń, uznając ją za zbędną w owym kształcie. Pośpiesznie rozlałem barszcz, pośpiesznie go podałem, i równie pośpiesznie zachęciłem wszystkich, aby rozpoczęli jedzenie. A potem każdy zajął się sobą, a tych co za bardzo nie wiedzieli co ze sobą począć, uratował ekran telewizora.
Dziś tak samo. Na szczęście zostało jeszcze jutro.
Ostatnio każdy dzień jest łudząco podobny do kolejnego i poprzedniego. Nawet weekendy nie niosą ze sobą żadnego odmiennego ładunku. Wszystko nieco poszarzało, ale z drugiej strony nieznacznie się wyciszyło. Już nic tak nie drażni mojego układu nerwowego. Dystans przepełnia mnie przy każdej najmniejszej czynności codziennej. Nawet z dystansem myślę o tej niepokojącej sytuacji emocjonalnej, w której się znajduję. Gdyby nie plebejskie rozrywki takie jak telewizja, kino i prasa, szarość stałaby się czernią.
Nawet z utęsknieniem czekam na Święta. Żeby się tak pozytywnie nakręcić, zadbać o szczegóły, zintensyfikować jakoś odczucie zapachu jedzenia i domu, i zapomnieć na chwilę o tym, że wszyscy chcą to odwalić i wrócić jak najszybciej tam skąd przybyli.
Jutro wolne, może wrócę do równowagi, jak nie, to też piątek będzie wolny.
Ehh, tak wyjechać, do małego domku, za górami, za lasami, i powiedzieć, że się nie może wrócić do rzeczywistości, bo … zasypało śniegiem drogę.
Nie pisałem, bo codziennie doświadczam stanów przed_udarowych, (zwanych w kręgach ludzi wysokourodzonych wkurwami) i jak już sobie samo_pomogę, ażeby stan przed_udarowy nie stał się stanem udarowym, to już mi się nie chce nic robić.
Na razie co do wniosków z tego jednoośrodkowego badania klinicznego dotyczącego stanów przed_udarowych powiedzieć mogę, że chyba niezbyt dobrze wpływają na zdrowie i urodę. Szczególnie martwi mnie ten ostatni aspekt, bo mi się chyba skóra na szyi postarzała (starcogenne działanie stanów przed_udarowych?). Otępiały też jakoś ostatnio okrutnie jestem, bo pioseneczkę w tytule sobie w kółko na JUTJUBIE puszczam i innych słuchać nie chcę. A w rankingu co do treści to pioseneczka chyba nawet z FEEL-em wygrywa J